piątek, 18 sierpnia 2017

Świeczka zapachowa daylight Kringle hot chocolate

Witajcie, dzisiaj mam dla Was recenzję świeczki Kringle hot chocolate, czyli o zapachu gorącej czekolady. Mam najmniejszą wersję, daylight. Kupiłam ją na stoisku Yankee Candle. Jej cena to 12 zł / 35 g.


O zapachu hot chocolate ze strony Kringle.pl:
Hot Chocolate to głęboki, bogaty, wypełniony prawdziwą czekoladową łagodnością produkt - doskonale rozgrzewa zimą!


Moim zdaniem:Mam wrażenie, że zapach został stworzony z myślą o chłodnych, zimowych wieczorach, kiedy to po powrocie do domu siadamy pod kocem z kubkiem gorącej czekolady. Dla mnie zapach tej świeczki jest idealny jednak na każdą porę roku. Kupiłam ją wiosną i przyznam, że nawet w ciepłe dni lata lubiłam ją zapalić i otulić się jej wonią.

Zapach hot chocolate faktycznie jest czekoladowy. Nie jest to wersja mleczna lecz z domieszką nut gorzkich. Jest to dla mnie duża zaleta, ponieważ dzięki temu zapach nie jest mdły i tak nie męczy.

Jeśli chodzi o jakość świecy i moc aromatu, to muszę przyznać, że zaskoczyłam się bardzo na plus. Już po kilku minutach po odpaleniu, cały pokój wypełnia się pięknym, intensywnym zapachem. 


W większości przypadków woski są bardziej intensywne, tutaj jednak nie powiedziałabym, że świeca może pachnieć słabiej. Nie mam niestety porównania, ale uwierzcie, że zapachu, który się roznosi ze świeczki nie da się nie wyczuć w pomieszczeniu. Hot chocolate dołączył do grona moich zapachowych ulubieńców. 

Znacie produkty Kringle? Jakie zapachy najczęściej wybieracie do domu?

piątek, 28 lipca 2017

100% naturalny olejek marakuja i olejek arganowy od Marion Eco

Witajcie, dzisiaj mam dla Was recenzję 2 100% naturalnych olejków od Marion z serii Eco. Do testów otrzymałam olejek marakuja oraz olejek arganowy.
O olejkach Eco Marion ze strony producenta:
Linia olejków zainspirowana ekologiczną pielęgnacją. Olejki są wielozadaniowe, 100% naturalne przeznaczone do pielęgnacji włosów, twarzy i ciała.

O olejku marakuja ze strony producenta:
Olejek z marakui (passiflora) z nasion owoców tropikalnych.

Zawiera duże ilości owocowych kwasów tłuszczowych, wapń, fosfor i potas. Posiada ogromny potencjał antyutleniający, co czyni go niezastąpionym olejem w walce z objawami starzenia.


Idealny do cery naczynkowej, ze skłonnością do przebarwień oraz suchej i wrażliwej skóry. Olejek skutecznie oczyszcza z martwych komórek rogową warstwę skóry i przyspiesza proces regeneracji. Odżywia i nawilża włosy przesuszone i zniszczone. Zapobiega utracie wody i nadaje im naturalny połysk. 


Produkt wzbogacony został o olejek słonecznikowy zawierający odmładzającą witaminę E i odżywcze kwasy tłuszczowe.

Skład:

O olejku arganowym ze strony producenta:
Olejek arganowy pochodzenia organicznego z marokańskich upraw.

Jest bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe: Omega 3,6,9 oraz witaminy E. Jeden z najbardziej cenionych olejów na świecie, posiadający wszechstronne zastosowanie w kosmetyce.


Idealny do pielęgnacji cery dojrzałej, suchej i odwodnionej oraz jako profilaktyka przeciwstarzeniowa. Wspomaga regenerację bariery hydrolipidowej, likwiduje suchość i szorstkość naskórka. 


Olejek wzmacnia strukturę włosów i odżywia je po zabiegach fryzjerskich. Produkt wzbogacony został o olejek słonecznikowy zawierający odmładzającą witaminę E i odżywcze kwasy tłuszczowe.

Skład:

Moim zdaniem:
Specyfiki zamknięte są w plastikowych, 25 ml buteleczkach z dozownikiem. Każdy z olejków został dodatkowo zapakowany w kartonik. Ich szata graficzna idealnie nawiązuje do linii Eco. Przyznam, że podoba mi się taki styl.

Produkty mają ledwo wyczuwalny zapach, typowy dla olejków. Czuję go jednak tylko w buteleczce. Roztarte na skórze tak naprawdę są bezwonne.


Skład zasługuje na pochwałę, znajdziecie w nim jedynie olej słonecznikowy oraz w zależności od wariantu olej arganowy lub z marakui. Niestety producent nie określił dokładnie jak procentowo wygląda ilość każdego z nich. W linii Eco dostępny jest również olejek z orzechów makadamia i z awokado.  

Olejki uwielbiam i stosuję regularnie. Tym bardziej cieszę się, że produkty Marion Eco wpadły w moje ręce. Producent podaje 3 zastosowania substancji: na skórę, włosy i paznokcie. Przetestowałam każdy z nich, choć skupiłam się na dwóch pierwszych.


Jeden i drugi produkt bardzo szybko się wchłania. Co więcej żaden z nich nie zostawia na skórze tłustej warstwy. Jest to moim zdaniem ogromna zaleta. Skóra pozostaje nawilżona i miękka w dotyku. Po kilku dniach zauważyłam również, że zaczerwienienia na policzkach są złagodzone.

Moje włosy również polubiły olejki. Przed przystąpieniem do testów były matowe i się plątały. Teraz mogę śmiało powiedzieć, że wyglądają o niebo lepiej! Różnicę widzę szczególnie na końcówkach.


Ciężko mi ocenić, który z produktów bardziej przypadł mi do gustu. Zarówno olejek marakuja, jak i olejek arganowy działają super i w sumie to jest dla mnie najważniejsze.  




Lubicie naturalne oleje? Jak najczęściej je stosujecie?



środa, 26 lipca 2017

Żel micelarny, peeling do twarzy i oczyszczający plaster na nos z aktywnym węglem od Marion

Witajcie, dzisiaj mam dla Was recenzję kosmetyków Marion z serii Detox, które otrzymałam do testów. Są to 3 produkty z aktywnym węglem, tj. żel micelarny, peeling i oczyszczający plaster na nos. Niedawno opisywałam Wam jak sprawdziła się u mnie maseczka oczyszczająca z tej samej serii (klik). Czy pozostałe produkty również na dłużej zagoszczą w mojej łazience? Przeczytajcie.

O kosmetykach Marion z serii Detox:
Linia DETOX przeznaczona do demakijażu i kompleksowego oczyszczenia skóry twarzy. Bazuje na innowacyjnych i delikatnych formułach z aktywnym węglem o głębokim i precyzyjnym działaniu detoksykującym.

O żelu micelarnym z aktywnym węglem i pędami bambusa ze strony Marion:
Oczyszczający żel micelarny do każdego rodzaju skóry. Usuwa pozostałości makijażu i wszelkie zanieczyszczenia z powierzchni skóry, nie powodując podrażnień.


Innowacyjna formuła zawiera naturalny aktywny węgiel zamknięty w mikrokapsułkach, który uwalnia się podczas aplikacji absorbując toksyny i zanieczyszczenia z powierzchni skóry. Pozostawia ją elastyczną i pełną blasku.

Pędy bambusa silnie nawilżają, dodają skórze zmęczonej witalności i przywracają jej promienny wygląd.

Skład:

Moim zdaniem:
Żel zamknięty jest w 150 ml tubie z zatrzaskowym wieczkiem. Opakowanie przypadło mi do gustu, ponieważ jest wygodne w użyciu, a co dla mnie ważne stabilnie stoi na umywalce.

Zapach kosmetyku również zasługuje na plus. Jest bardzo delikatny i orzeźwiający.


Konsystencja odpowiednia dla żelu, nie jest ani zbyt lejąca, ani za gęsta. Produkt jest przezroczysty, ma jednak w sobie czarne drobinki, które podczas mycia pękają.  Są to mikrokapsułki z aktywnym węglem. Przyznam, że zdziwiłam się kiedy zostawiły na twarzy czarny nalot. Na szczęście nie ma problemu z jego zmyciem.

Producent obiecuje, że żel odświeża skórę, pozostawia ją miękką, nawilżoną i przyjemną w dotyku. Muszę się z tym zgodzić, ponieważ skóra faktycznie jest dobrze oczyszczona, odświeżona i miękka. Ciężko mi jednak ocenić stopień nawilżenia, w każdym razie muszę przyznać, że na pewno żel jej nie wysusza. Specyfik również nie uczula i nie zapycha.


Na opakowaniu, w sposobie użycia znajdziemy dwie metody. Standardową, której używamy w przypadku mycia twarzy żelem i drugą przy wykorzystaniu wacika. Próbowałam każdej z nich i sprawdzają się równie dobrze, jednak wygodniej używa mi się tej pierwszej.   


Żel jest bardzo wydajny. Używałam go prawie cały miesiąc, a wydaje mi się, że w opakowaniu spokojnie jest jeszcze połowa.

Podsumowanie:
Plusy:
+ Oczyszcza
+ Odświeża
+ Nie wysusza
+ Nie uczula
+ Nie zapycha
+ Konsystencja
+ Wydajność
+ Opakowanie
+ Zapach

Minusy:
brak

O peelingu do twarzy z aktywnym węglem bambusowym ze strony Marion:
Drobnoziarnisty peeling delikatnie złuszcza martwy naskórek sprawiając, że skóra jest doskonale oczyszczona, wygładzona, wygląda świeżo i zdrowo.


Formuła zawiera aktywny węgiel bambusowy, który absorbuje toksyny i zanieczyszczenia z powierzchni skóry, odblokowując pory. Chroni skórę przed wolnymi rodnikami i wyrównuje jej koloryt.

Peeling zawiera bogatą w mikroelementy białą glinkę Kaolin, która posada właściwości ściągające, odżywcze i regenerujące.

Skład:

Moim zdaniem:
Podobnie jak w przypadku żelu, peeling zamknięty jest w tubce z zatrzaskowym wieczkiem. W tym przypadku pojemność kosmetyku to 75 ml. Zapach również jest delikatny i orzeźwiający. Mam jednak wrażenie, że jest mocniejszy niż w przypadku żelu.


Peeling jest szary, dość gęsty. Zawiera sporo delikatnych drobinek, które przypominają mi korund. Nie jest to typowy zdzierak, więc dobrze sprawdzi się również przy delikatnej, wrażliwej cerze. Przetestowałam na swojej i muszę przyznać, że dobrze złuszcza martwy naskórek.


Producent zapewnia, że kosmetyk absorbuje toksyny i zanieczyszczenia, a także odblokowuje pory. Jeśli czytaliście recenzję maseczki wiecie, że seria Detox bardzo pomogła mojej cerze w trudnym dla niej okresie, dlatego wierzę, że tak właśnie jest. Już po kilku użyciach, w połączeniu z żelem i maseczką, moja skóra zaczęła odzyskiwać dawny wygląd.  



Zdecydowanie wolę peelingi z większymi granulkami, ale nie zawsze mogę ich używać, dlatego i ten bardzo polubiłam. Ostatnio nie sięgałam nawet po inne produkty tego typu.

Podsumowanie:
Plusy:
+ Oczyszcza
+ Odświeża
+ Odblokowuje pory
+ Nie uczula
+ Konsystencja
+ Wydajność
+ Opakowanie
+ Zapach

+/- Delikatnie złuszcza
  
O oczyszczającym plastrze na nos z aktywnym węglem bambusowym ze strony Marion:
Plaster na nos zawiera naturalne substancje, które usuwają zanieczyszczenia i odblokowują pory.


Aktywny węgiel z bambusa działa antybakteryjnie, oczyszczająco i ściągająco. Przyciąga zanieczyszczenia jak magnes, pozostawiając pory czyste i zwężone.
Oczar wirginijski ma działanie odświeżające, przeciwzapalne i kojące. Zmniejsza wydzielanie sebum i zapobiega powstawaniu zaskórników.
Efekt widoczny już po jednej aplikacji!

Skład:

Moim zdaniem:
Do testów otrzymałam również saszetkę z plastrem oczyszczającym na nos. Początkowo myślałam, że nie jest to „pełnowymiarowy produkt”. Jak się okazało sprzedawany jest właśnie w postaci saszetek, w której znajdziemy jedną sztukę.


Plaster jest raczej standardowej wielkości. Z jednej strony jest biały, a z drugiej czarny. Właśnie tą drugą go naklejamy. Wcześniej jednak musimy dobrze zwilżyć nos. Niestety podczas aplikacji zbyt nisko nałożyłam plaster, a że nie było już odwrotu musiałam tak zostawić.


Oderwałam produkt po 15 minutach. Jeśli chcecie zobaczyć co na nim zostało, zobaczcie niżej. W większości jest to po prostu meszek i naskórek, jednak widać również zanieczyszczenia. Skóra na moim nosie nie jest zbyt problematyczna. Na szczęście nigdy nie miałam i nie mam czarnych wągrów, dlatego ciężko mi ocenić jak plaster poradziłby sobie w cięższym przypadku.     



Który z produktów najbardziej Was zaciekawił? A może używaliście któregoś z nich? 

środa, 5 lipca 2017

Nivea Care lekki krem przeciwzmarszczkowy

Witajcie, dzisiaj mam dla Was recenzję lekkiego kremu przeciwzmarszczkowego Nivea Care. Jest to nowość pośród kremów tej firmy. Kosmetyk dostępny jest w 2 pojemnościach 50 i 100 ml. Koszt słoiczka to ok. 15 zł za mniejszą wersję i ok. 20 za duże opakowanie.

Ze strony nivea.pl:
NIVEA Care Lekki Krem Przeciwzmarszczkowy to nowy krem do twarzy przeznaczony do każdego typu cery. Stworzony z myślą o tym, by dzięki cennej Witaminie E oraz Filtrom UV chronić skórę i dbać o utrzymanie jej młodego wyglądu na dłużej, każdego dnia! Formuła kremu dodatkowo zawiera innowacyjne, oczekujące na patent hydrowoski, które błyskawicznie rozpuszczają się po kontakcie ze skórą. Zatopione w lekkim kremie, zapewniają intensywne nawilżenie i odżywienie, bez uczucia lepkości.

- Zachowuje młody wygląd cery
- Głęboko odżywia
- Szybko się wchłania
 
Skład:
Aqua, Glycerin, Ethylhexyl Salicylate, Butyrospermum Parkii Butter, Cetyl Palmitate, Cetyl Alcohol, Tocopheryl Acetate, Dimethicone, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Xanthan Gum, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Sodium Polyacrylate, Sodium Hydroxide, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, Trisodium EDTA, Linalool, Geraniol, Limonene, Citronellol, Methyl Benzoate, Parfum


Moim zdaniem:
Produkt dostałam do testów w ramach klubu Przyjaciółek Nivea. Krem przyszedł do mnie w wielkim opakowaniu. Jeśli śledzicie mnie na Instagramie (klik), pewnie wiecie, że oprócz słoiczka w pudełku był balon wypełniony helem. Nawet nie wiecie jakie było moje zdziwienie gdy otwierałam przesyłkę. Przyznam, że bardzo doceniam takie gesty.


Krem zamknięty jest w poręcznym słoiczku, które bez problemu otworzymy i zamkniemy. Zapach bardzo przyjemny. Kojarzy mi się z innymi kosmetykami Nivea, więc można powiedzieć, że jest dość typowy dla tej firmy. Ważne, że nie jest nachalny i podoba mi się.  Na skórze nie utrzymuje się długo.

Producent zapewnia, że specyfik ma lekką formułę. Rzeczywiście tak jest. Krem dobrze się rozprowadza i co ważne bardzo szybko wchłania. Nie uczula, ani nie zapycha. Skóra pozostaje nawilżona i miękka w dotyku. Pod makijażem produkt również dobrze się sprawdza. Nie kłoci się z podkładami i nie roluje. Jego „wykończenie” określiłabym jako satynowe. Skóra wygląda po prostu zdrowo, co jest prawdopodobnie zasługą masła shea, które jest wysoko w składzie. Nie mogę niestety ocenić jak idzie mu walka ze zmarszczkami, ponieważ ciężko stwierdzić to po jednym opakowaniu.



Przyznam, że bardzo polubiłam ten krem i łącznie z lekkim kremem odżywczym, którego zużyłam już ze 4 opakowania, stanie się moim ulubieńcem. W zapasach mam jeszcze wersję łagodzącą, więc na pewno i tę niedługo przetestuję.


Podsumowanie:
Plusy:
+ Nawilża
+ Nie zapycha
+ Szybko się wchłania
+ Nadaje się pod makijaż
+ Filtry UV
+ Konsystencja
+ Zapach
+ Opakowanie

Minusy:
brak


Znacie lekkie wersje kremów Nivea? Lubicie je?

czwartek, 29 czerwca 2017

Róż Pure Colour Perfect Blush od Astor - kolor 008 Brown Berry

Witajcie, dzisiaj mam dla Was recenzję różu Pure Colour Perfect Blush od Astor. Produkt mam w kolorze 008 Brown Berry. Kupiłam go w Rossmannie, podczas wyprzedaży szafy marki. Zapłaciłam za niego dosłownie kilka złotych. Pewnie wiecie, że Astor nie jest już dostępny w drogeriach Rossmann.
O różu Pure Color Perfect Blush ze strony wizaż.pl:
Formuła różu do policzków Pure Color marki Astor, składająca się w 90% ze składników naturalnych lub naturalnego pochodzenia, nadaje zdrowy, naturalny i stylowy look.

- długotrwały kolor - aż do 9h
- wygoda noszenia
- łatwo wtapia się w skórę przy nakładaniu palcami lub gąbeczką
- delikatne, naturalne wykończenie
- kształtuje owal twarzy i rozświetla cerę
Skład:
Mica, Talc, Dimethicone, Caprylic/Capric Triglyceride, Magnesium Stearate, Synthetic Fluorphlogopite, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil, Carthamus Tinctorius (Safflower) Seed Oil, Orchis Mascula Flower Extract, Passiflora Edulis Flower Extract, Centaurea Cyanus Flower Extract, Lavandula Angustifolia (Lavender) Flower/Leaf/Stem Extract, Geranium Maculatum Extract, Synthetic Fluorphlogopite, Ethylhexyl Dimethyl Paba, Tocopherol, Aqua/Water/Eau, Propylene Glycol, Tin Oxide, [May Contain/ Peut Contier /+/-: Iron Oxides (Ci 77499, Ci 77492, Ci 77491), Titanium Dioxide (Ci 77891), Ultramarines (Ci 77007), D&C Red No. 30 (Ci 73360), D&C Red No. 7 (Ci 15850)].
Moim zdaniem:
Róż Astor zamknięty jest w niewielkim, plastikowym opakowaniu, które po wielokrotnym zamykaniu i otwieraniu nadal jest w nienaruszonym stanie. Specyfik nie ma zapachu.

Kolor, który mam, bardzo ciężko mi opisać. Ma on raczej neutralny odcień. W opakowaniu wygląda na pomieszanie zgaszonego różu z domieszką brązu, jednak gdy rozetrę go na dłoni, pod światło dostrzegam jasne różowe drobinki. Bardzo ciężko było uchwycić mi ten odcień na zdjęciach. Roztarty w dużej ilości na wewnętrznej, nieopalonej części ręki jest zauważalny. Na moich policzkach jednak kolor widać bardzo delikatnie. Dla odmiany, zdecydowanie widać, że jest rozświetlający. Nie jest to efekt tafli, ani na szczęście typowy brokat. Po prostu, przez malutkie drobinki, które ma, ładnie odbija światło.


Kosmetyk dobrze się rozprowadza. Idealnie będzie nadawał się dla osób, które zaczynają przygodę z makijażem. Dopiero po kilkukrotnym przejechaniu pędzlem, widać, że nadaje kolor. Przez to, tak naprawdę lepiej sprawdza się w roli rozświetlacza.  Sama nie wiem czy jest to jego wada czy zaleta. Wszystko zależy od tego, jakiego kosmetyku szukacie. Ja do codziennego makijażu sięgam po wiele produktów, w zależności od dnia. Po prostu jednego dnia wybieram kosmetyk X, a drugiego Y. Jak to mówią, kobieta zmienną jest ;). W tym przypadku, jeśli chcę żeby moje policzki były delikatnie podkreślone kolorem, ale za to dobrze rozświetlone, to wybieram właśnie róż od Astor. 


Jego kolor oczywiście możemy budować, jednak tak jak wspomniałam, na już lekko opalonej skórze nie zauważymy mocnego efektu. Ciężko mi powiedzieć jak jest w przypadku innych odcieni.

Róż rozprowadza się bardzo dobrze i co ważne nie robi plam. Na twarzy (w zależności od trwałości podkładu), widoczny jest większość dnia.   

Jeśli lubicie delikatny makijaż lub rozświetlenie, to serdecznie polecam Wam róż Pure Colour Perfect Blush od Astor.

Podsumowanie:
Plusy:
+ Rozświetla
+ Dobrze się nakłada
+ Nie robi plam
+ Opakowanie


+/- Pigmentacja 

Jaki jest Wasz ulubiony róż do policzków? 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...