środa, 10 stycznia 2018

Wygładzający krem pod oczy z wyciągiem ze ślimaka od Hristina cosmetics

Witajcie, dzisiaj mam dla Was recenzję wygładzającego kremu pod oczy z wyciągiem ze ślimaka od Hristina cosmetics (klik). Kosmetyk kosztuje 75,00 zł / 25 ml.
O firmie Hristina:
Hristina to w 100% naturalne bułgarskie kosmetyki, które są przygotowywane unikalnymi procesami produkcyjnymi przekazywanymi z pokolenia na pokolenie. W trakcie produkcji się miesza woda razem z czystymi olejami, masłami naturalnymi oraz ekstraktami ziołowymi w odpowiedniej temperaturze i prędkości tak, żeby powstał jednolity produkt. Jego konsystencja jest bardzo podobna do konsystencji kosmetyków sprzedawanych w drogeriach, ale różni się swoim naturalnym składem. Kosmetyki potrafią dostarczyć skórze najlepszych środków odżywczych bez użycia kropli chemii.

O kremie wygładzającym kremie pod oczy z wyciągiem ze ślimaka:
Krem wygładza i chroni delikatne okolice oczu. Skóra jest świeża i młoda. Wygładza zmarszczki i zapobiega powstawaniu nowych.

Sposób użycia:
Stosować rano i wieczorem. Nanieść i delikatnie wmasować w okolicach oczu. 

Skład:
Woda, olej z nasion winogron, masło shea, olej jojoba, masło kakaowe, ekstrakt ze ślizu ślimaka, magnes, tlenek cynku, ekstrakt z lipy srebrzystej, ekstrakt z krwawnika pospolitego, wosk pszczeli.

Moim zdaniem:
W ramach III edycji Spotkajmy się w Łodzi mogłam wybrać sobie ze sklepu  Hristina cosmetics jeden produkt. Moją uwagę zwrócił właśnie ten krem. Od dłuższego czasu nie miałam żadnego fajnego produktu pod oczy i ciekawa byłam jak sprawdzi się ten kosmetyk.

Produkt zamknięty jest w plastikowym słoiczku, który zabezpieczony jest sreberkiem. Opakowanie jest całkiem solidne i ładnie się prezentuje. Zapakowane jest dodatkowo w kartonik. Całość utrzymana jest w tej samej szacie graficznej.




Krem jest dość gęsty i treściwy. Mimo to dobrze się rozprowadza, a po delikatnym wklepaniu szybko wchłania. Co ważne, nie pozostawia lepkiej warstwy.

Jego zapach określiłabym jako ziołowy, choć trochę kojarzy mi się z perfumami starszych, eleganckich Pań. Nie jest jednak brzydki, w sumie całkiem przyjemny. Po aplikacji nie jest wcale wyczuwalny.

Specyfik pozostawia satynowe wykończenie. Muszę przyznać, że bardzo ładnie rozświetla skórę wokół oczu. Producent zapewnia, że po użyciu skóra jest świeża i młoda. W sumie na taką właśnie wygląda. Czuć, że skóra jest nawilżona i odżywiona.
Produkt stosuję na noc, ponieważ w składzie ma oleje, a moje ulubione podkłady i korektory, których używam, w większości są na bazie wody. Zdradzę Wam jednak, że raz z przyzwyczajenia użyłam kremu również rano. Ku mojemu zdziwieniu nic się nie zważyło, a korektor przez cały dzień wyglądał bardzo ładnie.

Bardzo się cieszę, że krem mnie nie podrażnił. Lubię naturalne produkty, tym bardziej, że moja skóra nigdy źle na takie nie reaguje.

Jeśli szukacie treściwego produktu, który nawilży Waszą skórę pod oczami, to serdecznie polecam Wam ten krem. Czy zapobiega powstawaniu nowych zmarszczek? To niestety ciężko mi obecnie stwierdzić.


Nie wiem kiedy uda mi się zużyć ten kosmetyk. Jego ważność, to 12 miesięcy od otwarcia. Stosuję go już od początku listopada, a w opakowaniu ubyło naprawdę niewiele. Jego cena może nie jest najniższa, ale mając na uwadze wydajność kremu, wcale nie wychodzi tak źle.

Podsumowanie:
Plusy:
+ Nawilża
+ Wygładza
+ Nie lepi się
+ Nie podrażnia
+ Nie uczula
+ Szybko się wchłania
+ Nadaje się pod makijaż
+ Konsystencja
+ Opakowanie
+ Zapach

+/- Cena

Jaki jest Wasz ulubiony krem pod oczy?

czwartek, 4 stycznia 2018

Pielęgnujący dwufazowy płyn do demakijażu oczu wrażliwych od Nivea

Witajcie, dzisiaj mam dla Was recenzję pielęgnującego dwufazowego płynu do demakijażu oczu od Nivea. Produkt otrzymałam do testów w ramach przyjaciółek Nivea, za co bardzo dziękuję. Nie wpłynęło to jednak na moją opinię.

O dwufazowym płynie do demakijażu ze strony Nivea:
Bez pocierania. Bez podrażnień. Skuteczny i wyjątkowo łagodny jednocześnie. Dwufazowa formuła z jednej strony efektywnie usuwa nawet najbardziej wodoodporny, trwały makijaż oczu. Z drugiej strony pielęgnuje delikatną i wrażliwą skórę wokół oczu oraz rzęsy.

Używając Pielęgnującego Dwufazowego płynu do demakijażu oczu NIVEA nie musisz uporczywie pocierać skóry. Jednym ruchem usuniesz nawet wodoodporny, trwały tusz do rzęs i makijaż.

Skład:

Moim zdaniem:
Dwufazowy płyn do demakijażu oczu zamknięty jest w 125 ml plastikowym opakowaniu z zakrętką. Początkowo pomyślałam, że szkoda, że nie ma zatrzaskowego wieczka, które idealnie sprawdza się przy tego typu formułach, ale wierzcie mi, że w tym przypadku nie jest niezbędne.

Specyfik jest płynem który składa się z warstwy różowej (brzoskwiniowej) i przezroczystej, lecz lekko mętnej. Przy większości płynów dwufazowych, które używałam, musiałam co trochę zamykać opakowanie i od nowa nim wstrząsać. Tutaj nie musimy tego tak często robić. Kosmetyk mieszam raz i wystarcza mi to na wykonanie demakijażu oczu. Warstwy bardzo powoli się rozłączają, co jest dla mnie ogromnym plusem. Podoba mi się również to, że równomiernie się zużywają.

Płyn nie pozostawia na skórze tłustego filmu ani uczucia lepkości. Do tego bardzo szybko się wchłania.

Produkt jest niezwykle delikatny dla oczu. Moje są bardzo wrażliwe i niestety przy demakijażu często szczypią. Z produktem Nivea nic takiego się nie dzieje. Co więcej przeznaczony jest również dla osób, które noszą szkła kontaktowe.

Producent zapewnia, że kosmetyk radzi sobie ze zmywaniem nawet wodoodpornego makijażu bez konieczności pocierania. Muszę się z tym zgodzić. Nawilżony wacik trzeba po prostu przyłożyć na chwilę do rzęs. Producent jednak obiecuje, że wystarczy zrobić to raz. U mnie się to nie sprawdza. Lubię mieć pewność, że moje rzęsy nie są już pokryte tuszem, dlatego powtarzam tę czynność aż będzie po prostu czysty. Zwykle są to trzy razy. Nie jest to dla mnie jednak wada, ponieważ przy użyciu innych płynów zajmuje mi to znacznie więcej czasu.
Zgodnie z informacjami ze strony, płyn pielęgnuje delikatną i wrażliwą skórę wokół oczu oraz rzęs. Ciężko mi to do końca stwierdzić, jednak mogę powiedzieć, że ich stan się u mnie nie pogorszył.
Kosmetyk używam z czystą przyjemnością. Niestety mam już końcówkę opakowania, ale tak mi się spodobał, że na pewno kupię kolejne. Serdecznie polecam Wam ten produkt. Żałuję tylko, że Nivea nie wypuściła również większej wersji.

Podsumowanie:
Plusy:
+ Dobrze usuwa makijaż
+ Szybko działa
+ Jest delikatny
+ Nie podrażnia
+ Nie szczypie
+ Wolno się rozwarstwia
+ Odpowiedni dla osób, które noszą soczewki
+ Opakowanie
+ Brak zapachu
  
Minusy:
- Brak większej pojemności

Używacie kosmetyków dwufazowych do demakijażu? 
Jaki jest Wasz ulubiony?

wtorek, 26 grudnia 2017

Manufaktura czekolady w Łodzi - warsztaty

Witajcie, jak tam Wasze brzuszki po drugim dniu świąt? Jeśli nie macie jeszcze dosyć, szczególnie słodkości, to zapraszam Was na czekoladowy post.


Jakiś czas temu, wraz z łódzkimi blogerkami i ich pociechami miałam okazję brać udział w warsztatach czekolady w Manufakturze Czekolady w Łodzi. Słodkości, a szczególnie czekoladę uwielbiam, choć ze względu na kamicę nerkową jeść jej nie powinnam. Kto jednak oparłby się takiej okazji? Ja na pewno nie! 

Większość zdjęć z warsztatów wykonał Jakub Placzyński (klik).



Manufaktury czekolady nie można pomylić z żadnym innym miejscem. Już od samego wejścia wiemy gdzie jesteśmy. Zapach, który unosi się w pomieszczeniu jest wręcz nie do opisania i nie można go pomylić z niczym innym. Zdecydowanie od samego progu wita nas czekolada!

Nasze warsztaty obejmowały zrobienie własnej tabliczki czekolady oraz uformowanie i ozdobienie pralin. Nie było to jednak takie proste jak się wydaje.



Proces przygotowania naszej własnej słodkiej tabliczki zaczęłyśmy od nauki temperowania czekolady na granitowym blacie. Jeśli byśmy nie zrobiły tego poprawnie, nasze czekolady nie byłyby gładkie i błyszczące. Na szczęście wszystko się udało.


Największą dla mnie frajdą był wybór dodatków. Ciężko było się zdecydować, ponieważ było ich mnóstwo (m.in. maliny, wiśnie, kokos, żurawina, orzechy, migdały, truskawki, ananasy). Tak naprawdę skorzystałam z większości z nich. Sami zobaczcie co udało mi się stworzyć:







Kolejny etapem naszych warsztatów było uformowanie i ozdobienie pralin. W domu sama robiłam je kilka razy (moja masa była jednak inna), dlatego nie sądziłam, że na warsztatach może sprawić mi to kłopot. Z masą, którą otrzymałyśmy nie było to już takie łatwe. Wykonanie kuleczki graniczyło z cudem, ponieważ pod wpływem ciepła dłoni czekolada zaczynała się topić. Zdecydowałam więc, że moje praliny będą bardziej kwadratowe. A podobno niektórzy potrafią uformować piękne wzory…






Każdą z pralinek zanurzałyśmy w czekoladzie i dobierałyśmy do nich odpowiednie dodatki. W sumie chyba nie wyszło mi to aż tak źle:

 

Warsztaty były świetnie przygotowane. Oprócz zajęć praktycznych dowiedziałyśmy się wielu interesujących rzeczy. Mogłyśmy z bliska poznać także owoc kakaowca, spróbować ziarna kakao i 3 rodzajów czekolad. Ku mojej wielkiej uciesze degustowałyśmy również gorącą czekoladę, którą wręcz uwielbiam. Przyznam, że cały czas czułam się jak dziecko i podobała mi się każda minuta warsztatów. Ciężko to wszystko opisać, dlatego serdecznie zachęcam Was abyście odwiedzili to miejsce. Szczegóły poznacie tutaj.



Maseczka z czekolady:
Wiecie, że z gorzkiej czekolady można zrobić również maseczkę? Dzięki właściwościom kakaowca Wasza cera będzie nawilżona i ujędrniona. Właścicielki cer suchych będą zachwycone! A do tego ten piękny zapach… Pamiętajcie tylko, żeby wybierać czekoladę dobrej jakości.

Wystarczy, że w kąpieli wodnej rozpuścicie 2-3 kostki. Możecie również dodać miód lub jogurt naturalny które wyciszą i jeszcze bardziej zwiększą efekt nawilżenia skóry.


wtorek, 19 grudnia 2017

ShinyBox grudzień 2017 - co jest w pudełku w wersji XXL

Witajcie, dzisiaj chciałam pokazać Wam co zawiera mój grudniowy ShinyBox Where the magic happens w wersji XXL.


Ze strony ShinyBox o grudniowej edycji:
Świeża choinka, zapach korzennych pierników, cynamonu i pomarańczy, spotkania pełne ciepła, uśmiechu i radości z tymi których kochamy … czyli magia Świąt na którą czekamy cały rok. W tym wyjątkowym czasie spraw sobie i najbliższym najlepszy, nietuzinkowy i wyjątkowy prezent – grudniowe pudełko ShinyBox „Where the magic happens”.


Zawartość grudniowego pudełka ShinyBox pozostaje niespodzianką do momentu pierwszej wysyłki. Pierwsza wysyłka zostanie zrealizowana w okolicy połowy grudnia, przed świętami, a kolejne będą realizowane na bieżąco.

Co znalazłam w grudniowym pudełku ShinyBox:

Moim zdaniem:
Nie wiem czy wiecie, ale były aż 3 wersje grudniowej edycji. Pudełko standardowe, XXL oraz VIP. Ja otrzymałam to drugie, ponieważ był to mój trzeci zestaw w ramach tej samej subskrypcji, a wystarczyło mieć min. dwa.

Zgodnie z obietnicą ekipy Shiny pudełka miały mieć odpowiednio:
Standardowe: 5 produktów + 2 upominki,
XXL: 7 produktów + 2 upominki,
VIP: 9 produktów + 2 upominki.



Patrzyłam przez chwilę na zawartość swojego zestawu i nie mogłam się doliczyć 9 szt. Więc tak, 7 produktów mam, a do tego jedną próbkę, ale gdzie drugi upominek? Poszukałam trochę informacji i na profilu FB firmy dowiedziałam się, że jest nim „pachnąca” pocztówka. Zaciekawiona od razu poszperałam w ulotkach z pudełka i ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam:



Tak, „kartka” to podobno drugi upominek. Nie wiem jak dla Was, ale jeśli to prawda, to trochę czuję się oszukana. Zdecydowanie wolałabym, aby firma zamiast 2 upominków wspomniała tylko o 1. Trzeba jeszcze dodać, że pocztówka nie pachnie, a do tego jak dla mnie jest zwykłą ulotką z rabatem…


Jeśli chodzi o pozostałą zawartość, to mam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony jest ok, bo w moim zestawie jest peeling do ciała, balsam, żel pod prysznic, saszetka z peelingiem i maską do dłoni, krem do rąk, mazidło na zaczerwienienia do twarzy i energetyczny batonik, więc dużo różnych produktów. Każdy z nich na pewno zużyję, ale nie na taki box liczyłam. Wolałabym jednak, aby było też coś z kolorówki, może do tego coś typowego pod święta? Po cichu liczyłam na coś co będzie pachnieć, albo chociaż trochę do nich nawiązywać… 

Jak tak teraz patrzę na grudniowe pudełko, wiem, że na wersję styczniową się nie skuszę.


Macie grudniowe pudełko ShinyBox?
Podoba Wam się jego zawartość?

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Premium Collagen 5000 - czyli moje efekty po miesięcznej kuracji

Witajcie, dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję PremiumCollagen5000, który dostałam na spotkaniu łódzkich blogerek. Jest to produkt od Naturals Pharm, a cena jednego opakowania to 159,99 zł / 100 g. 


Ze strony producenta:
Kolagen to białko, które jest budulcem Twojej skóry. Jest odpowiedzialne za właściwe nawilżenie skóry, jej jędrność i sprężystość. Z czasem Twój organizm wytwarza go niestety coraz mniej. To właśnie wtedy możesz zauważyć na swojej skórze oznaki starzenia – zmarszczki i przebarwienia. Mogą one doprowadzić do tego, że skutkiem może być wizualne postarzenie się twarzy oraz wrażenie utrzymywania się smutnej mimiki, co znacząco wpływa na spadek atrakcyjności i zdrowego wyglądu. Również stan włosów i paznokci może się pogorszyć, np. włosy mogą stać się bardziej łamliwe i zacząć wypadać.

Specjaliści opracowali PremiumCollagen5000 po to, by dostarczyć do Twojego organizmu optymalnie dużą dawkę kolagenu i w ten sposób likwidować zmarszczki i inne oznaki starzenia, jak również im przeciwdziałać. W dziennej porcji znajdziesz ponad 5 GRAMÓW kolagenu rybiego najwyższej jakości!


W PremiumCollagen5000 nie znajdziesz marnej jakości kolagenu wieprzowego czy wołowego. Specjalnie dla Twojego zadowolenia postawiliśmy na najwyższej jakości kolagen pozyskiwany z ryb morskich. Jest on swoją budową najbardziej zbliżony do kolagenu ludzkiego. Dzięki temu organizm człowieka dobrze go przyswaja, a Ty szybciej widzisz efekty. Dodatkowo kolagen rybi jest bezwonny i bezsmakowy. W preparacie znajdziesz także witaminę C, która pomaga w produkcji kolagenu.

Jak działa PremiumCollagen5000:
PremiumCollagen5000 zawiera w swoim składzie kolagen morski (pozyskiwany z ryb). Kolagen jest jednym z najważniejszych białek w organizmie. Odpowiada on m. in. za elastyczność i prawidłową strukturę skóry. Witamina C pomaga w produkcji kolagenu, zapewniając prawidłowe funkcjonowanie skóry.


Sposób użycia: 
Zalecana dzienna dawka PremiumCollagen5000 to 2 płaskie łyżeczki 1 raz dziennie (7 g). Proszek należy dodać do szklanki letniej wody, soku lub napoju. Można go również dodać do jogurtu bądź koktajlu.

Moim zdaniem:
Produkt zamknięty jest w 100 gramowej puszce z plastikowym wieczkiem. Opakowanie jest bardzo wygodne w użyciu, bez problemu nabierzemy z niego kolagen na łyżeczkę. Bardzo podoba mi się to, że specyfik ma formę proszku. Możemy używać go na kilka sposobów - dodać go do wody, jogurtu czy naszego ulubionego napoju. Ja stosowałam pierwszą metodę.


Niestety zapach produktu nie należy do najpiękniejszych. Początkowo bardzo bałam się, że i smak będzie podobny, a wtedy nie piłabym go z chęcią. Na szczęście jest on niewyczuwalny. Moim zdaniem, to ogromna zaleta, ponieważ w żaden sposób nie zmienia smaku produktu, z którym go pijemy. PremiumCollagen5000 trzeba bardzo dokładnie wymieszać, ponieważ jeśli nie zrobimy tego starannie, to w szklance zostaną grudki.  



Jeśli chodzi o działanie, to jestem zaskoczona. Już po kilku użyciach widziałam, że moja cera nie jest aż tak wysuszona. Niestety bardzo często mam z tym problem. Po zastosowaniu miesięcznej kuracji, z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że cera wygląda zdecydowanie lepiej. Skóra jest bardziej napięta, a suche skórki zniknęły. Wygląda po prostu zdrowo.
Co do włosów, to są bardziej elastyczne i nie łamią się tak. Nie zauważyłam jednak, aby diametralnie zmienił się stan moich paznokci, choć nie były w najgorszej kondycji, więc może po prostu ciężko mi to stwierdzić. 

Jeśli nie odstrasza Was cena, to serdecznie polecam Wam PremiumCollagen5000. U mnie sprawdził się naprawdę dobrze.  

Lubicie tego typu produkty?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...