środa, 15 listopada 2017

"Spotkajmy się w Łodzi", czyli III spotkanie łódzkich blogerek

Witajcie, dzisiaj chciałam opisać Wam cudowne spotkanie, w którym uczestniczyłam 28.10.2017 w rodzinnej kawiarni Tubajka. Spotkajmy się w Łodzi, czyli tym razem już 3 spotkanie łódzkich blogerek. Dla mnie był to pierwszy raz.

poniedziałek, 6 listopada 2017

URBAN SKIN od NIVEA - kremy i 1-minutowa maseczka

Witajcie, dzisiaj mam dla Was recenzję 3 nowości firmy Nivea. Są to kosmetyki z serii Urban Skin. 


O kremie na dzień URBAN SKIN OCHRONA od nivea.pl:
Krem chroni skórę przed zanieczyszczeniami pochodzącymi z powietrza.


- zawiera detoksykujący ekstrakt z bio zielonej herbaty,
- zawiera likochalkon A czyli wyciąg z lukrecji – naturalny przeciwutleniacz, o silnym działaniu przeciwzapalnym, który wspomaga system ochronny skóry,
- zapewnia intensywne nawilżenie skóry nawet do 48 godzin,
- zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry,
- zawiera pH zbliżone do naturalnego, dzięki czemu skóra zachowuje wewnętrzną równowagę fizjologiczną,
- zawiera kwas hialuronowy,
- zapewnia silną ochroną przeciw promieniom UVA.


Skład:

Moim zdaniem:
Krem zamknięty jest w 50 ml słoiczku, który znajduje się dodatkowo w jasnym kartoniku.  Szata graficzna kosmetyku bardzo mi się podoba.


Zapach nie jest typowy dla kosmetyków Nivea, przyjemny jednak mam wrażenie, że bardziej świeży.

Konsystencja produktu jest bardzo lekka. Krem bardzo dobrze się rozprowadza i szybko wchłania. Jest to bardzo duży plus, szczególnie wtedy, kiedy nakładamy go pod makijaż.



Krem stosowałam pod kilka podkładów i z żadnym z nich się nie pokłócił. Nic się nie rolowało i co ważne, nie powstał efekt ciastka. Skóra po aplikacji jest odpowiednio nawilżona i pełna blasku. Ciężko mi się jednak zgodzić z tym, że jest to nawilżenie skóry, które trwa do 48 godzin. Moja cera należy do suchych i niestety muszę regularnie używać nawilżających kremów. Bez nich wierzchnia warstwa skóry szybko traci ładny wygląd. Nie uważam jednak tego za minus, ponieważ i tak każdego ranka stosuję tego typu kosmetyk. Produkt nie uczulił mnie, ani nie zapchał.


Podsumowanie:
Plusy:
+ Nawilża
+ Wygładza
+ Nie zapycha
+ Nie uczula
+ Szybko się wchłania
+ Nadaje się pod makijaż
+ SPF 20
+ Opakowanie
+ Konsystencja
+ Zapach

Minusy:
brak
  
O kremie na noc URBAN SKIN DETOX od nivea.pl:
Krem odbudowuje skórę podczas snu.


- zawiera detoksykujący ekstrakt z bio zielonej herbaty ,
- zawiera kwas hialuronowy,
- zapewnia intensywne nawilżenie skóry nawet do 48 godzin,
- zawiera pro-witaminę B5,
- zawiera pH zbliżonemu do naturalnego, dzięki czemu skóra zachowuje wewnętrzną równowagę fizjologiczną,
- poddaje skórę aktywnej regeneracji nocą.

Skład:

Moim zdaniem:
Krem-żel URBAN SKIN DETOKS dla odmiany zapakowany został w granatowy kartonik. Krem ten jest bardzo podobny do wersji na dzień. Ta przeznaczona na noc jest po prostu bardziej gęsta. Nie czuć tego jednak po rozprowadzeniu kremu, ani w szybkości jego wchłaniania. Pozostałe cechy również są dla mnie tożsame z dziennym odpowiednikiem. Wersji tej, z wiadomych względów, nie stosowałam jednak pod makijaż.


Jest to dla mnie bardzo dobry produkt, który sprawdzi się świetnie dla cer mieszanych i suchych. Te bardziej wysuszone mogą nie być jednak do końca zadowolone.


O jednominutowej masce do twarzy URBAN SKIN DETOX od nivea.pl:
Maska uwalnia skórę od cząsteczek brudu.


- zawiera ekstrakt  z magnolii – naturalny przeciwutleniacz, o silnym działaniu przeciwzapalnym,
- zawiera naturalny tlenek glinu - białą glinkę Kaloin, która działa niczym magnes wyciągając z powierzchni skóry cząsteczki tłuszczu, sebum oraz zabrudzenia, jednocześnie zapobiegając pojawieniu się wyprysków
i umożliwiając skórze swobodne oddychanie,
- oczyszcza skórę w zaledwie jedną minutę.

Skład:

Moim zdaniem:
Maseczka zamknięta jest w 75 ml tubce z zatrzaskowym wieczkiem, dzięki czemu kosmetyk bardzo wygodnie się używa. Producent określa produkt jako 1-minutową maseczkę. Ciężko mi uwierzyć, że w tak krótkim czasie produkt może coś zdziałać. Ja specyfik nakładam na trochę dłużej. Staram się jednak, aby maseczka nie wysychała całkowicie na twarzy. Bez dodatkowego psikania twarzy trzymam ją ok. 5 minut.


Produkt zawiera w sobie wiele drobinek, dzięki czemu przy aplikacji lub zmywaniu, możemy dodatkowo zrobić sobie peeling. Nie wiem jak Wy, ale zawsze doceniam wielofunkcyjne kosmetyki.


Z całego trio URBAN SKIN najbardziej byłam ciekawa maseczki. Uwielbiam wszystkie produkty, które zawierają glinki! Moja skóra dosłownie je kocha. Staje się po nich gładka i wyciszona. Tak samo jest w przypadku maseczki od Nivea. Buzia pozostaje oczyszczona i wygląda zdrowo. Trzeba jednak uważać, ponieważ jeśli tak jak ja czasami macie mocno wysuszone partie twarzy, np. przy skrzydełkach nosa, to maseczka powoduje chwilowe pieczenie. Na szczęście po chwili przechodzi, ale znam osoby, które nie zaakceptują tego uczucia.

Podsumowanie:
Plusy:
+ Wygładza
+ Oczyszcza
+ Usuwa martwy naskórek
+ Konsystencja
+ Zapach
+ Opakowanie

Minusy:
- Może powodować pieczenie skóry

Spotkaliście się już z serią URBAN SKIN? Który produkt Was zaciekawił? 

środa, 1 listopada 2017

Świeczka daylight Kringle o zapachu Grey

Witajcie, dzisiaj mam dla Was recenzję świeczki daylight Kringle o zapachu Grey. Jej koszt to ok. 12 zł / 35 g.

O zapachu Grey od Kringle: 
Maksymalnie wyszukany zapach Grey łączy w sobie pewną siebie mieszankę owoców cytrusowych, kwiatów, drzew egzotycznych i piżma. Przebłyski wanilii i bobu tonka stanowią bardzo elegancką bazę.


Moim zdaniem:
Na zapach ten, a właściwie wosk o tym zapach, natknęłam się dawno, dawno temu, kiedy jeszcze cały internet huczał o powieści 50 twarzy Greya. Od razu skojarzyłam nazwę produktu oraz jego grafikę z tytułem książki. Obecnie za mną już 3 woski i jeden daylight. Kocham oba te produkty, tym bardziej, że nie czuję w nich różnicy w mocy zapachu. Jedno i drugie pachnie intensywnie.


Pamiętam jak dziś, że pierwszy raz spotkałam ten zapach w sklepie home&you i nie mogłam przejść obok niego obojętnie. Kiedy go powąchałam, zrobiłam wielkie oczy i pomyślałam, że będzie moim ideałem. Ciekawa byłam czy po użyciu również tak ładnie będzie pachniał. Mogę już Wam powiedzieć, że zapach pięknie wypełnia całe pomieszczenie.


Zdecydowanie nie zawiodłam się! Szatą graficzną producent nawiązał do eleganckiego mężczyzny w garniturze. Myślę, że jest to strzał w 10! Nie jest to typowy zapach męskich perfum. Zdecydowanie otacza go elegancja, ale również coś intrygującego. Nie jest jednoznaczny, ani płaski. Producent stworzył świetną mieszankę! Ciężko mi go niestety opisać czy do czegoś porównać. Początkowo wcale nie wyczuwałam w nim owoców cytrusowych, które znalazły się w nutach zapachowych. Jednak, kiedy już o nich przeczytałam, stało się to dla mnie oczywiste. Wierzcie mi, że z każdym kolejnym wdechem, można wyczuć coś nowego. Jest to zapach, który sprawdza się u mnie o każdej porze roku. Lubię palić go jednak tylko wieczorami. 


Muszę przyznać, że ten zapach Kringle zdecydowanie uwodzi. Książkowy Grey mnie nie zachwycił, jednak ten rozkochał do szaleństwa. Daylight od Grey to jeden z moich faworytów! 


Lubicie tego typu zapachy? A może znacie Greya Kringle? 

niedziela, 29 października 2017

Matowa pomadka od Golden Rose 18, czyli Longstay Liquid Matte Lipstick

Witajcie, dzisiaj mam dla Was recenzję Longstay Liquid Matte Lipstick, czyli matowej pomadki od Golden Rose. Kosmetyk mam w kolorze nr 18, czyli  Jej koszt to 19,90 zł / 5,5 ml.

O matowej pomadce Golden Rose ze strony producenta:
Pomadka w płynie gwarantuje perfekcyjne, pełne pokrycie ust matowym kolorem przez wiele godzin, bez uczucia przesuszenia i lepkości.

Lekka formuła wzbogacona w witaminę E i olej z awokado sprawia, że usta stają się niezwykle nawilżone i gładkie.

Elastyczny aplikator i kremowa konsystencja zapewniają wygodne rozprowadzanie produktu.

Po aplikacji należy odczekać chwilę, aby uniknąć rozmazania. Produkt łatwo można zmyć przy pomocy dwufazowego płynu do demakijażu.
  
Skład:

Moim zdaniem:
Pomadka zamknięta jest w plastikowym, wytrzymałym opakowaniu z czarnymi napisami. Kosmetyk zapakowany jest dodatkowo w ciemny kartonik, który dla mnie jest zbędnym dodatkiem. Przyznam jednak, że całość prezentuje się ładnie i wygląda elegancko.


Zapach produktu nie przypadł mi do gustu, z jednej strony pachnie wanilią, ale ma też w sobie coś chemicznego. Po aplikacji na szczęście nic nie czuć.

Kolor 18, który mam, czyli ciemna czerwień jest piękny. Idealnie sprawdzi się jesienią.

Zdziwiło mnie, że producent zwraca uwagę na apliaktor. Twierdzi, że jest elastyczny, a dodatkowo dzięki kremowej konsystencji pomadki, całość wygodnie się rozprowadza. Niby tak, ale nie wszystko jest ok. Owszem, aplikator jest giętki i dobrze sunie po ustach, lecz nabiera zbyt wiele produktu. Trzeba bardzo uważać, ponieważ przez dużą ilość specyfiku możemy wszystko popsuć. Niestety za każdym razem trzeba starannie wytrzeć o brzeg opakowania nadmiar pomadki i dopiero przystąpić do aplikacji.


Przyznam, że nie jestem ekspertem jeśli chodzi o czerwone produkty do ust. Zawsze muszę gdzieś wyjechać lub krzywo pomalować usta. W przypadku matowej pomadki od Golden Rose również musiałam bardzo uważać, ponieważ jest mocno napigmentowana i nie wybacza błędów.


Do wad na pewno mogę zaliczyć to, że zostawia ślad na kubku czy szklance. Nie jest to pełen odcisk ust, ale czerwone plamki są widoczne. Nie wiem czy inne kolory również tak robią, ale nr 18, dodatkowo po dotknięciu i delikatnym przejechaniu po ustach palcem i na nim zostawia ślad. Dzieje się tak również po całkowitym zaschnięciu i długim odczekaniu po aplikacji.


Na ustach pomadka prezentuje się bardzo ładnie. Nie powoduje przesuszenia, ale jeśli moje usta nie są odpowiednio nawilżone, to oczywiście każda sucha skórka jest podkreślona. Wydaje mi się jednak, że dla matowych pomadek jest to typowe. Podoba mi się to, że się nie klei i daje piękny matowy efekt.

Trwałość to chyba największa zaleta Longstay Liquid Matte Lipstick od Golden Rose. Trzyma się kilka ładnych godzin i co więcej równo się ściera.


Podsumowanie:
Plusy:
+ Trwałość
+ Wykończenie
+ Pigmentacja
+ Równe ścieranie
+ Brak wysuszenia
+ Nie klei się
+ Opakowanie
+ Kolor
+ Wydajność

Minusy:
- Pozostawia ślady
- Rozmazuje się
- Aplikator nabiera zbyt wiele produktu
- Podkreśla suche skórki
- Zapach

Które pomadki preferujecie, z matowym czy błyszczącym wykończeniem?

środa, 25 października 2017

ShinyBox Think Pink październik 2017

Witajcie, dzisiaj chciałam pokazać Wam co znalazło się w moim październikowym pudełku ShinyBox Think Pink. Box kupiłam w ramach 3-miesięcznej subskrypcji za 24,00 zł.


O pudełku ze strony ShinyBox:
Przedstawiamy Wam najnowszą - październikową edycję ShinyBox THINK PINK! Bądź piękna i zatroszcz się o siebie razem z ShinyBox! Piękno kobiety, to głównie sztuka życia. Pewność siebie, optymizm i świadomość swojej wartości. Atrakcyjna kobieta, jest kobietą spełnioną, która sama ze sobą czuje się dobrze.
 
Co znalazło się w ShinyBox Think Pink 2017:

Moim zdaniem:
Muszę przyznać, że i tym razem jakoś szczególnie nie interesowałam się zawartością pudełka. Kupiłam je pod wpływem chwili, kilka dni przed wysyłką i nawet nie miałam czasu, żeby szukać dodatkowych informacji.

Październikowy ShinyBox zaskoczył mnie swoją wagą. Przesyłkę odebrałam w pracy i cały czas zastanawiałam się co tam tak dużo waży. Dopiero jak dotarłam do domu i rozpakowałam pudełko, okazało się, że zawartość jest tak ciężka przez liczne ulotki, katalog Avon oraz ShinyMag.  


Swoją drogą bardzo zdziwiłam się kiedy zobaczyłam katalog Avon. Byłam bardzo ciekawa, który z kosmetyków znalazł się w boxie. Stawiałam na próbkę perfum, ale ku mojemu zdziwieniu była to matowa pomadka. Kolor typowo jesienny (irresistible), nie jest to mój odcień, ale na pewno będę testować ten kosmetyk.


Najbardziej zadowolona jestem z wcierki firmy Jantar i świeczki - jej zapach bardzo mi się podoba.

Energetyczny batonik Foods by Ann „przetestowałam” od razu. Niestety smak jabłko z cynamonem nie przypadł mi do gustu.



Jeśli chodzi o maseczkę 7th Heaven, a raczej „maseczkę”, to do mnie trafiły plastry oczyszczające na nos. Z tego co się dowiedziałam, był to produkt, który został ujawniony jeszcze przed wysyłką pudełek. Nie wiem jak dla Was, ale produkt, który znalazł się w moim ShinyBoxie na pewno nie jest maseczką. Szkoda, ponieważ nigdy wcześniej nie używałam produktów 7th Heaven, a plastry na nos, to dla mnie po prostu plastry i mimo różnych firm nie widzę różnicy w ich działaniu.


Na pocieszenie w pudełku znalazłam jeszcze hydrożelową maskę na twarz firmy Efektima Instytut, balsam do ciała od Barnangen oraz próbkę kremu energetyzującego od  Charmine Rose.

Podsumowując, zawartość ShinyBoxa w dużej mierze przypadła mi do gustu. Nie jest to może pudełko idealne, ale i tak jest fajnie.


Podoba Wam się zawartość październikowego pudełka?

niedziela, 15 października 2017

Antyperspirant Dove Go Fresh Pear & Aloe Vera, czyli gruszka i aloes

Witajcie, dzisiaj mam dla Was recenzję antyperspirantu Dove Go Fresh Pear & Aloe vera, czyli o zapachu gruszki i aloesu.


O kosmetyku Dove Pear Pear & Aloe vera:
Nowy antyperspirant Dove Pear & Aloe z lini Dove Go Fresh nie tylko utrzymuje suchą skórę pod pachami przez cały dzień, posiada też orzeźwiający zapach. Ożywczy, świeży zapach gruszki z nutą aloesu i ochrona przed potem do 48 godzin sprawiają, że możesz pięknie pachnieć i zachować suchą skórę pod pachami.
grafika ze strony: rossmann.pl
Skład:
Butane, Isobutane, Propane, Aluminum Chlorohydrate, Cyclopentasiloxane, PPG-14 Butyl Ether, Parfum, Helianthus Annuus Seed Oil, C12-15 Alkyl Benzoate, Disteardimonium Hectorite, Octyldodecanol, BHT, Dimethiconol,Propylene Carbonate, Peg-4, benzyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Buthylphenyl Methylpropional, Citronellol, Linalool.


Moim zdaniem:
Antyperspirant zamknięty jest w 150 ml buteleczce z turkusowym korkiem. Jest bardzo wygodny w użyciu, ponieważ opakowanie zostało odpowiednio wyprofilowane. Co więcej, świetnie się go używa, ponieważ obszar, który naciskamy by psiknąć, pokryty jest gładką gumą.



Produkt ma bardzo ładny zapach. Zdecydowanie czuję w nim gruszkę! Jest delikatny, trochę pudrowy. Nie jest to w żadnym wypadku zapach duszący.

Nie podrażnia, ani nie uczula. Stosowałam go również po depilacji i nic złego się nie działo. Bardzo dobrze chroni przed potem i maskuje nieprzyjemne zapachy. Pachy pozostają gładkie, a skóra jest miła w dotyku. Trzeba jednak uważać, ponieważ może bielić ciemne ubrania. 



Skład niestety może odstraszać, ponieważ zawiera aluminium. Kilka lat temu poruszyłam temat tego składnika na blogu, przy wpisie o blokerze Ziai (klik). Nie jest to dla mnie jednak na tyle negatywna cecha produktu, aby wcale produktu nie używać. Obecnie chyba nadal nie jest udowodnione, że aluminium powoduje raka piersi czy Alzheimera. Myślę jednak, że kosmetyki z tym składnikiem trzeba używać z głową lub jak najbardziej je ograniczyć. Lepiej dmuchać na zimne.

Pomimo składu, bardzo polubiłam antyperspirant od Dove.

Podsumowanie:
Plusy:
+ Chroni
+ Nie podrażnia
+ Nie uczula
+ Zapach
+ Opakowanie

Minusy:
- Aluminium w składzie
- Bieli ciemne ubrania

Lubicie antyperspiranty Dove?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...